IV Niedziela Zwykła - 28 stycznia 2024

Refleksja

Wśród kryteriów dojrzałej osobowości ks. prof. Zdzisław Chlewiński podaje, jako pierwsze, wewnętrzną wolność. Jeśli jest w człowieku wewnętrzna wolność, to potrafi on zachować własne poglądy nawet przy naciskach czy pewnych zewnętrznych uwarunkowaniach. Wewnętrzna wolność to także wierność własnym przekonaniom, nawet jeśli jakaś grupa ludzi będzie miała zupełnie inne przekonania. Natomiast źródła smutku, niepokoju, niezadowolenia, frustracji leżą nie w trudnościach życia codziennego, ale w naszym wewnętrznym ograniczeniu, zniewoleniu.

Na taką rzeczywistość zwraca uwagę dzisiejsza Ewangelia. Jezus w synagodze w Kafarnaum dokonuje wyzwolenia człowieka opętanego. Tylko Pan ma moc uwolnienia nas z wszystkiego, co nas krępuje i pozwala nam żyć w wolności. Patrząc na życie Jezusa i słuchając Jego słów widzimy, że prawdziwie wolny jest ten, który postępuje zgodnie z prawdą własnego sumienia. Syn Boży był wewnętrznie wolny. On w całym swoim życiu zachował to, co głosił. Za swoją odwagę i za prawdę zapłacił cenę najwyższą. A my? Często wolimy nie narażać się. Mówimy: przecież tak robią wszyscy, czemu więc ja miałbym się wychylać?

Najważniejszą rzeczą jest to, aby ochronić w sobie łaskę Bożą: ten bowiem, kto żyje pod parasolem łaski, jest chroniony przez Boga. W życie łaską wprowadzają nas sakramenty, przez które działa Duch Święty. Na pierwszym miejscu trzeba postawić systematyczną spowiedź i Eucharystię. Zasada w walce duchowej jest jedna: bronić w sobie życia łaski Bożej. Dzięki temu Król - Jezus Chrystus - będzie mógł w nas panować. Chociaż Zły będzie się starał, nie przemoże tej wewnętrznej twierdzy, jaką tworzy w nas łaska uświęcająca. To jest jedna rzeczywistość. Drugą bardzo prosto określił ks. Rene Laurentin w swej książce Szatan - mit czy rzeczywistość. Mówi o tym, żeby po prostu pozamiatać przed swoimi drzwiami. Co to znaczy? Chodzi o to, by nie dopuszczać do progu swojego domu, do swojego środowiska życia tego wszystkiego, co może nieść niebezpieczeństwo zniewolenia: magii, chodzenia do wróżek, wróżenia z kart, z fusów, z kart tarota, korzystania z medycyny okultystycznej. Poza tym posprzątać to znaczy poukładać w sobie system wartości.

Dla nas chrześcijan życie zgodnie z sumieniem to nieustanne dawanie świadectwa Ewangelii. To świadectwo życia: dobroć, sprawiedliwość, miłosierdzie, życie w prawdzie. To ciągłe podejmowanie wysiłku pracy nad sobą stanowi o naszym człowieczeństwie. To człowiek sam decyduje o swojej wolności. Nawet będąc w niewoli czy więzieniu można być wolnym człowiekiem. Wolność jest wewnętrznym stanem ducha, i jeśli człowiek sam nie odda wolności, to nikt nie może mu jej zabrać.

ks. Leszek Smoliński

Złota myśl tygodnia

Każda ludzka miłość jest zawodna. Jest tylko jedno niezawodne spotkanie. To jest spotkanie z Bogiem, z jego Słowem.

kard. Grzegorz Ryś

Na wesoło

Pani na lekcji historii pyta Jasia:

Co wiesz Jasiu o Powstaniu Styczniowym?

No ja nic, ale tato mówi, że ludzie się już szykują.

Patron tygodnia - 30 stycznia

św. Teofil

Teofil był dowódcą garnizonu cesarskiego na jednej z wysp greckich za czasów cesarzowej Ireny. W czasie wyprawy arabskiej został pojmany i wzięty do niewoli. Wyspę złupiono, mieszkańców uprowadzono do niewoli i spalono ich domostwa. Przez cztery lata wśród poniżeń i mąk Teofila więziono na Cyprze. Kalif Harun-al-Raszyd bezskutecznie usiłował go skłonić, aby przyjął islam. Po bezskutecznych próbach 30 stycznia 792 r. zniecierpliwiony kalif oddał Teofila na pastwę rozjuszonego tłumu świętującego koniec ramadanu, który rzucił się na dowódcę żołnierzy i rozszarpał go.

Opowiadanie

Staw i gęsi

Był sobie kiedyś w zakątku pewnej zielonej i nieskażonej niczym wiosce mały staw o przezroczystej wodzie. Choć był tak malutki, że przypominał prawie kałużę, to jednak na powierzchni jego czystej wody odbijało się całe niebo. To ono czyniło z niego prawdziwy klejnot osadzony w delikatnym dywanie łąki.

Słońce w czasie dnia, a gwiazdy i księżyc w nocy umawiały się ze sobą na spotkanie w tym przejrzystym lustrze wody. Rosnące nad brzegiem wierzby, stokrotki i rosnąca na wzgórzu trawa drżały z radości na widok odbicia nieba, które spadło na ziemię i przemieniało ten daleki zakątek świata w malutki raj.

Ale pewnego dnia przybyło na krawędź stawu rozkrzyczane i bijące skrzydłami stado tłustych i despotycznych gęsi. Swoimi władczymi «kwa, kwa»i twardymi dziobami zburzyły ciszę i spokój tego zwierciadła nieba.

Gęsi to stworzenia praktyczne, dla których niczym jest szept wiatru czy blask przezroczystej wody. Rzucały się całymi dziesiątkami w staw, ryły jego dno w poszukiwaniu jedzenia. Ich mottem było: «Jeść i tuczyć się». Nurzały się, brudziły i wrzeszczały na całe gardło.

Pierze i pluski rozchodziły się na wszystkie strony. Kraby, rybki i inne drobne stworzonka żyjące w stawku w mgnieniu oka znalazły się w żarłocznych dziobach nienasyconych gęsi. Znajdujący się na dnie drobny piasek wzburzony ich dziobami zmącił całą wodę. Ze stawu zniknęły natychmiast glony, wodorosty i liście, które oczyszczały jego wodę.

Kiedy wieczorem spokój znów powracał pomiędzy wzgórza, ukazująca się na niebie pierwsza gwiazdka bez skutku poszukiwała swojego ziemskiego domku, a księżyc nie mógł się przyjrzeć swemu srebrnemu obliczu w ziemskim lustrze.

Staw stał się jedynie cuchnącym i pozbawionym życia rozchlapanym błotem. Jego życie zgasło.

Wieść o tym wiatr rozniósł chmurom, chmury gwiazdom, księżycowi i słońcu. Pomiędzy liściami wierzb płakały stada sikorek i skowronków. Aż strach pomyśleć, że do tego zakątka wioski księżyc nie przyjdzie już nigdy z wizytą.

Wierzę w Kościół - katechezy o Domu Bożym dla nas cz. 62.

Ten szczególny dar dla innych - charyzmat - staje się udziałem człowieka w sakramencie święceń. Jest to akt ordynacji (ordinatio), który wyciska na przyjmującym go niezatarty charakter duchowy, czyniąc zeń na zawsze przedstawiciela Chrystusa (por. KKK 1581n). Jak niezatarte znamię chrztu świętego czyni nas dziećmi Bożymi, członkami Chrystusa, dziedzicami Królestwa Bożego, a znamię sakramentu bierzmowania świadkami Chrystusa, tak znamię sakramentu święceń konstytuuje w człowieku status reprezentanta Chrystusa, przedstawiciela Boga na ziemi.

Akt święceń oznacza również konsekrację (consecratio), tzn. wyłączenie ze wspólnoty wiernych i przyjęcie przez Chrystusa w służbę Kościołowi. Włożenie rąk przez biskupa i modlitwa konsekracyjna stanowią widzialny znak tej konsekracji (por. KKK 1538), której owocem jest także status reprezentowania Kościoła.

Katechizm Kościoła Katolickiego przekazuje bardzo ważne pouczenie: "«Urząd kościelny, przez Boga ustanowiony, sprawowany jest w różnych stopniach święceń przez tych, którzy od starożytności już noszą nazwę biskupów, prezbiterów i diakonów» (KK 28). Nauka katolicka, wyrażona w liturgii, Urząd Nauczycielski i stała praktyka Kościoła uznają, że istnieją dwa stopnie uczestniczenia w kapłaństwie Chrystusa: episkopat i prezbiterat. Diakonat jest przeznaczony do pomocy im i służenia. Dlatego pojęcie sacerdos - kapłan - oznacza biskupów i prezbiterów, a nie diakonów" (nr 1554). Z tekstu wynika, że trzeba rozróżniać dwa stopnie kapłaństwa hierarchicznego i stopień służby, mimo że te trzy stopnie urzędu kościelnego są udzielane za pośrednictwem aktu sakramentalnego zwanego "święceniami". To znaczy, że kiedy mówimy o kapłanach czy o pasterzach w Kościele mamy na myśli zarówno biskupów, jak i prezbiterów. Ale nie diakonów! Każdorazowy biskup Rzymu, papież, nie stanowi jakiegoś trzeciego stopnia kapłaństwa. Do jego biskupiego urzędu dochodzi jedynie najwyższy poziom jurysdykcji, czyli władzy w Kościele, ze względu na to, że jest głową kolegium biskupów.

bp Andrzej Czaja