VI Niedziela Zwykła - 11 lutego 2024

Refleksja

Na rekolekcjach odprawianych w niewielkiej grupie uczestnicy odczytywali teksty Pisma św. mówiące o trądzie. Wieczorem dzielili się swoimi odkryciami. Jedna z uczestniczek, nie mówiąc o sobie, zwróciła uwagę na dziecko niechciane, odrzucone przez rodziców, któremu wmówiono, że nie może być kochane. W sercu tego dziecka została zakodowana biała plama trądu w taki sposób, że nie umie ono kochać. Gdy inni uczestnicy rekolekcji zapytali, czy dziecko niechciane nie może drogą spotkania z Jezusem szukać uleczenia ze swego nieszczęścia, nasza bohaterka odpowiedziała nieśmiało: "Najczęściej takie dziecko nie wierzy nawet w to, że Chrystus chciałby je uleczyć. Nie wierzy, bo w tej wierze byłoby jego uleczenie. Byłaby pewność, że Jezus je kocha. Zniszczona zdolność miłości człowieka rzutuje i na spostrzeganie miłości Boga do człowieka". Są ludzie, którym bardzo trudno uwierzyć, że ich ktokolwiek kocha, nawet Bóg, mimo że dzień i noc niczego innego nie pragną tylko tego, by ich ktoś pokochał i wzniecił w nich wiarę, że i oni potrafią kochać.

Aleksandra Borghese, znana włoska dziennikarka, napisała w swojej książce pt. "Nowymi Oczami: Historia mojego nawrócenia" następujące słowa: "Gdy człowiek spotyka Jezusa Chrystusa w ewangelicznej refleksji, w Eucharystii i w wielu innych doświadczeniach, jego życie zmienia się w sposób nieprawdopodobny. Patrząc z zewnątrz, moje życie za bardzo się nie zmieniło. Robię te same rzeczy, które robiłam wcześniej, ale patrzę na nie nowymi oczami. Nie chcąc zatrzymać dla siebie tego, co stało się najpiękniejszym doświadczeniem mojego życia, postanowiłam napisać książkę. Chciałam użyć tę odrobinę talentu pisarskiego, który posiadam, by podzielić się nim ze wszystkimi".

Dzień uzdrowienia stał się niezapomniany dla trędowatego z dzisiejszej Ewangelii. Możemy sobie wyobrazić olbrzymią radość człowieka, który do niedawna jeszcze był trędowatym. Jego radość była tak wielka, że pomimo upomnienia Jezusa zaczął opowiadać i rozgłaszać wszędzie wieść o olbrzymim dobru, które go spotkało. Nie posiadał się ze szczęścia i odczuwał potrzebę podzielenia się nim ze wszystkimi.

Każde nasze spotkanie z Chrystusem również jest niezapomniane. Uświadamia nam, że Jezus jako Zbawiciel ma moc uzdrowić nie tylko rozpadające się ciało człowieka, ale i jego duszę. Jak trędowaty z Ewangelii, mamy ze swej strony stać się apostołami głoszącymi Dobrą Nowinę i dzielić się wielkimi dobrami, które Pan uczynił w naszym życiu.

ks. Leszek Smoliński

Złota myśl tygodnia

Chcecie być silni, aby walczyć przeciw diabłu i jego pokusom? Miejcie wielkie nabożeństwo do Najświętszej Matki, ofiarujcie Jej wasze serca, a przezwyciężycie trudności i pokusy świata.

św. Jan Bosko

Na wesoło

Lekcja religii:

Kochane dzieci, powiedzcie mi. kto wszystko widzi i wszystko słyszy? - pyta ksiądz. - Pani Jadzia, nasza sąsiadka - odpowiada Kazio.

Patron tygodnia - 12 lutego

bł. Humbelina

Humbelina urodziła się w 1092 r. i była młodszą siostrą św. Bernarda z Clairvaux. Kiedy jej brat wstępował do cystersów wraz z pozostałymi braćmi, ona jedna nie poszła wraz z nim. Wybrała małżeństwo z dostojnikiem.

Kilka lat po założeniu przez Bernarda opactwa w Clairvaux, Humbelina przybyła do niego z wizytą. Ubrana była bardzo dostojnie, towarzyszyła jej liczna świta. Kiedy Bernard dowiedział się, że przybywa jego siostra, odmówił spotkania z nią. Przez ich brata, Andrzeja, przekazał jej, że opat uważa jej przybycie za niepotrzebny spektakl. Humbelina miała wtedy odrzec, że jeśli Bernard zgodzi się z nią spotkać, zrobi, o cokolwiek ten ją poprosi. Bernard przystał na tę propozycję i pouczył z miłością siostrę, że jej tańce i przepych nie licują z wartościami, które wynieśli z domu od świątobliwej matki.

Ta rozmowa wydała swoje owoce dopiero dwa lata później. Humbelina dostała zgodę od męża, by zostać mniszką. Wstąpiła do klasztoru, w którym przeoryszą była jej szwagierka Elżbieta. Wkrótce potem, kiedy Elżbieta opuściła klasztor w celu założenia nowej fundacji w pobliżu Dijon, Humbelina została wybrana nową przeoryszą.

Podjęła bardzo surowe życie pokutnicze. Tłumaczyła siostrom, że tak długo żyła w świecie, że żadna pokuta nie jest dla niej zbyt wielka. Przy jej śmierci byli obecni jej bracia: Bernard, Andrzej i Niward. Obejmowana przez Bernarda, wydała ostatnie tchnienie w 1135 r.

Jej kult rozpoczął się zaraz po jej śmierci; w 1763 r. Stolica Apostolska potwierdziła przysługujący jej tytuł błogosławionej. Jest patronką osób, które straciły rodziców.

Opowiadanie

Utrzymać się na powierzchni

Potężny król Milinda powiedział do starego kapłana:

Mówisz, że jeżeli człowiek, który przez sto lat czynił wszelkie możliwe zło, poprosi przed samą śmiercią Boga o przebaczenie, zdoła się odkupić i wejdzie do nieba. Natomiast człowiek, który popełni tylko jedno wykroczenie, a nie okaże wobec Niego swojej skruchy, zostanie wtrącony do piekła. Czy to sprawiedliwe? Czy to znaczy, że sto przestępstw waży mniej aniżeli jedno?.

Stary kapłan odpowiedział wtedy królowi:

Jeżeli wezmę wielki kamień i rzucę go w jezioro, pójdzie na dno, czy utrzyma się na powierzchni?

Pójdzie na dno - odpowiedział król.

A jeśli wezmę sto wielkich kamieni, ułożę je na barce i popchnę je na środek jeziora, utrzymają się na powierzchni, czy pójdą na dno.

Utrzymają się na powierzchni.

o

Czy więc sto kamieni leżących na barce nie jest lżejszych od jednego samotnego kamyczka?.

Król nie wiedział, co odpowiedzieć. Starzec kontynuował dalej.

Tak samo, królu, dzieje się z ludźmi. Człowiek, który ma wiele grzechów, a oprze się na Bogu, nie zostanie wtrącony w piekielną otchłań. Natomiast człowiek, który popełnił tylko jeden grzech, a nie odwoła się do Bożego miłosierdzia, będzie potępiony.

Wierzę w Kościół - katechezy o Domu Bożym dla nas cz. 64.

Obecność Chrystusa w posługiwaniu kapłańskim nie jest zabezpieczona przed wszelkimi ludzkimi słabościami, takimi jak chęć panowania, błąd, a nawet grzech i wielkie zgorszenie. Moc Ducha Świętego gwarantuje na pewno skuteczność zbawczą, dobre owocowanie aktów sakramentalnych. W tym owocowaniu nawet grzeszność szafarza nie stanowi przeszkody (por. KKK 1550), co jest niezwykle ważne dla przyjmujących. Kapłan musi jednak baczyć na to, aby święte czynności sprawować godnie, ponieważ to ma wpływ na jego uświęcenie, a także na wiarę wiernych. Jakość posługiwania kapłańskiego może wspaniale budować i podnosić na duchu, ale może też rujnować i gorszyć.

Kapłan, zarówno biskup, jak i prezbiter, musi nade wszystko pamiętać o tym, że został wspaniale przez Chrystusa obdarowany i uposażony nie po to, by się nad innych wynosił, lecz wszystkim służył. Powinien stale przeżywać wielkość obdarowania, aby nie ulegać pokusie malkontenctwa, marudzenia, pretensjonalności i zgłaszania roszczeń do jakichś przywilejów, wypominając wszystkim wokół, jak wiele poświęcił. Świadomość wielkiego obdarowania pomaga kapłanowi mobilizować się do radosnej, wiernej i zaangażowanej służby. Musi wiedzieć, że od dnia, w którym od Pana wziął szczególny dar Ducha Świętego, jest zobligowany do uległości Panu i służby ludziom, i nie ma już prawa do samorealizacji, lecz obowiązek poświęcenia swego życia.

bp Andrzej Czaja