XXVII Niedziela zwykła

Refleksja
Kościół nie jest wspólnotą panów, ale sług. Tak jak Chrystus nie przyszedł, "aby mu służono, ale aby służyć", tak powołaniem każdego w Kościele jest służba, czyli bycie z innymi, a nie tylko dla innych. Pan Jezus mówi dziś do swoich uczniów: "Tak i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono, mówcie: "Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać"»". W jaki sposób ma zatem wyglądać nasz służba?
Podstawowym elementem służby w tworzeniu wspólnoty Kościoła jest postawienie Boga na pierwszym miejscu. Nie zawsze dzieje się to natychmiastowo. Wspaniałe świadectwo poszukiwania w wierze może stanowić życie bł. kard. Johna Henry’ego Newmana (1801-1890), anglikańskiego teologa i konwertyty. Jak powiedział o nim w 1975 roku papież bł. Paweł VI, Newman "był przeświadczony o tym, że przez całe życie z wiarą i pełnym oddaniem szedł za światłem prawdy, stając się coraz jaśniej świecącą latarnią morską dla wszystkich, którzy dzisiaj, pośród niepewności świata - świata, jaki on w sposób proroczy przewidział - pragną niezawodnej orientacji i pewnego przewodnictwa". Liturgiczne wspomnienie bł. kard. Newmana Kościół obchodzi 9 października, czyli w rocznicę jego nawrócenia na katolicyzm w 1845 r.
Drugim elementem służby w tworzeniu wspólnoty Kościoła jest pokora, która stanowi fundament życia duchowego. Człowiek pokorny uznaje, że Bóg jest wszystkim i że wszelkie dobro pochodzi od Niego. Św. Teresa z Avila, hiszpańska mistyczka i doktor Kościoła, obrazuje rolę pokory alegorią wziętą z gry w szachy. Żeby wygrać partię w szachy, trzeba najpierw umieć ustawić figury i piony na szachownicy, a potem umiejętnie nimi manewrować. Teresa umie grać w szachy i dlatego wie, że spośród figur najważniejsza w grze jest królowa, inne figury i pionki pomagają jej tylko. Królowa (hetman) z gry w szachy jest właśnie obrazem pokory! Inne zalety i sprawności będą jej pomagać. Jest to niezwykła sprawność, ale tylko dla Boga i dla tych, którzy poznają prawdę o Nim. Dla pozostałych pokora to coś dziwnego, nienormalnego, wręcz odpychającego. Św. Teresa daje taki oto przepis na pokorę: poznaj dwie prawdy: o sobie - że jest w tobie także zło, i o Bogu - że On ciebie takim kocha.
Trzecim elementem służby w tworzeniu wspólnoty Kościoła jest dostrzeganie potrzebujących i służba im. W naszych polskich warunkach doskonale zrozumiała tę prawdę siostra Małgorzata Chmielewska. Jako przełożona wspólnoty Chleb Życia, prowadzi domy dla bezdomnych, chorych, samotnych matek oraz noclegownie, jest matką adoptowanych dzieci. Boga i szczęścia szuka przede wszystkim w codziennej pracy z biednymi, odrzuconymi, bezdomnymi, chorymi, cierpiącymi. Przywraca im godność i wiarę w siebie. Nigdy się też nie żali, bo wierzy w sens i powodzenie tego, co robi. Jak wyznała, "ja swoje życie traktuję jako służbę, dlatego staram się pomóc drugiemu człowiekowi po to, żeby on sam sobie pomógł, na tyle, na ile jest w stanie".
Chrystus Sługa może rzeczywiście wejść w życie ludzi naszego pokolenia i może to życie przemienić, przekształcać. Trzeba Go postawić na pierwszym miejscu, uznać prawdę o sobie, a także dostrzec tych, w których jest obecny na co dzień.
ks. Leszek Smoliński
Złota myśl tygodnia
Gdyby ludzie zdali sobie sprawę z tego czym jest Eucharystia, kościoły byłyby tak
wypełnione, że trudno byłoby do nich wejść.
Św. Carlo Acutis
Patron tygodnia - 6 października
Błogosławiony Innocenty z Berzo, prezbiter
Jan Scalvinoni urodził się 19 marca 1844 r. w Niardo (Val Camonica, Włochy) jako syn Piotra Scalvinoni i Franciszki Poli. Jego rodzina była biedna. Wychował się u kapucynów w Berzo. Uczył się w kolegium w Lovere. Do seminarium duchownego wstąpił w Brescii i tam też otrzymał w roku 1867 święcenia kapłańskie, po których pracował jako wikariusz w Cevo. Już wówczas ujmował wszystkich swymi duszpasterskimi zaletami. Po krótkim stażu w seminarium został następnie proboszczem w Berzo.
Mając trzydzieści lat postanowił jednak zostać kapucynem. Przez pewien czas wspomagał mistrza nowicjuszy, a potem przygotowywał kandydatów. Był wymagający przede wszystkim wobec siebie. Uczył, by powściągać swój język, bo słowem można bardzo zranić. Był dobrym kaznodzieją i spowiednikiem. Był podziwiany za swój modlitewny zapał i umiejętność medytacji, zwłaszcza nad Męką Pańską. Od roku 1880 pracował w Mediolanie, w redakcji Annali Francescani. Przebywał w różnych klasztorach, ale w klasztorze Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny w Borno znalazł swoją drogę do świętości. Zatapiał się w długich modlitwach, wypełniał zwyczajne posługi kapłańskie. Nie wymigiwał się też od obowiązków zlecanych mu przez posłuszeństwo (takich jak kwesta), bo były jego sposobem na uświęcenie. Na otoczenie oddziaływał swym kontemplatywnym usposobieniem, dlatego często był wybierany na kierownika duchowego.
Był chorowity, a ostatnie miesiące swego życia spędził w Bergamo, w infirmerii konwentu. Zmarł właśnie tam 3 marca 1890 r. mając zaledwie 45 lat. Mieszkańcy Berzo wymusili wówczas, by pochowano go w ich mieście. Jego doczesne szczątki spoczywają w kościele parafialnym w Berzo Inferiore. 12 listopada 1961 r. został beatyfikowany przez papieża Jana XXIII.
Opowiadanie
Podpora
Wiotki pień drzewka w ogrodzie przywiązano do mocnego jesionowego pala. Służył drzewku jako podpora i pomagał, by mógł wzrastać prosto.
Gdy wiatr zapraszał do tańca, dorastające drzewko poruszało swą coraz bujniejszą koroną, zaczynało się kołysać i krzyczało:
•   Zostaw mnie, proszę, dlaczego mnie tak sztywno trzymasz? Popatrz tylko, wszyscy kołyszą się z wiatrem. Dlaczego ja muszę stać nieruchomo?
•   Bo się złamiesz - odpowiadał nieugięcie drewniany pal. - Poza tym mógłbyś przyjąć brzydką pozycję, wyrosnąć na karłowate, pokrzywione drzewo.
•   Jesteś stary i zazdrosny. Zostaw mnie w spokoju!
Młode drzewo ze wszystkich sił chciało się uwolnić, lecz stary słup opierał się zdecydowanie, twardziej i bardziej uparcie niż zwykle.
Pewnego letniego wieczoru, zapowiadany przez gromy i błyskawice, nadciągnął huragan, któremu towarzyszyło ostre gradobicie. Szarpane wściekłymi szponami wiatru drzewko całe trzeszczało, a jego korona chwilami dotykała ziemi. Silniejsze porywy niemalże wyrywały go z korzeniami.
•   To już koniec - myślało drzewko.
•   Wytrwaj! - wy krzyknął stary pal. Zebrał wszystkie swe siły i stawił czoła nawałnicy. To była długa i wyczerpująca walka. Lecz w końcu drzewko ocalało, natomiast stary pal umarł, przełamany na dwa nędzne kikuty.
Młode drzewo zrozumiało i zaczęło płakać.
•   Nie zostawiaj mnie! Nadal bardzo cię potrzebuję!
Jego wołanie pozostało bez odpowiedzi.
Kawałek pala pozostał przywiązany do pnia drzewka, tak jakby w ostatnim objęciu. Dzisiaj przechodnie patrzą ze zdziwieniem na mocne drzewo. W wietrzne dni wydaje się, że kołysze ono z czułością stary kawałek suchego drewna.
Ku Kościołowi synodalnemu - Sześć kroków ku odnowie rodziny i parafii cz. 5.
2. Dobry przykład
Pan Jezus objawia nam, co właściwie znaczy miłować. Najpierw, w czasie Ostatniej Wieczerzy, daje do zrozumienia swoim uczniom, a przez to i nam, że miłować znaczy służyć w uniżeniu drugiemu człowiekowi. Ten moment w prosty sposób przedstawia obraz Jezusa umywającego nogi swoim uczniom. Dobrze znamy ten fragment Ewangelii Janowej. Odczytywany jest zawsze w Wielki Czwartek podczas Mszy Wieczerzy Pańskiej (J 13, 1-15). Jezus zdjął wierzchnie odzienie, przepasał się prześcieradłem, nalał wody do miednicy i zaczął umywać uczniom nogi. Nie rozumiał tego św. Piotr, więc najpierw się wzbraniał - no bo nie godzi się, by Pan i Nauczyciel umywał im nogi. Kiedy jednak usłyszał od Jezusa, że jeśli mu nie pozwoli, to przestanie być Jego uczniem, wtedy wręcz prosił, aby umył go całego. Trzeba też koniecznie przytoczyć tu słowa pytania Jezusa i zarazem odpowiedzi na nie, które Jezus skierował do uczniów: "Czy rozumiecie, co wam uczyniłem?". Zauważył, że w ich oczach widać zdziwienie i niezrozumienie, dlatego mówi: "Wy Mnie nazywacie Nauczycielem i Panem, i dobrze mówicie, bo nim jestem. Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wy powinniście sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem". I dodaje: "Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali" (J 13, 35).
Umywając uczniom nogi, Pan Jezus przekazuje w ten sposób bardzo ważną naukę, że ludzie świata będą rozpoznawać Jego wyznawców po przykładzie wzajemnego miłowania się, którego istotą jest służenie sobie nawzajem z uniżeniem. Z krzyża dopowiedział nam jeszcze, że tak naprawdę przykazanie miłowania się wzajemnie zobowiązuje nas do tego, abyśmy jedni drugim dawali życie. Jezus bowiem przez krzyż, przez swoją śmierć na krzyżu daje nam dobitny przykład, mocno i do końca wyjaśnia, co znaczy miłować - życie dać, życie dawać. Nie dziwmy się więc, że sam wcześniej mówił takie piękne słowa: "Tak Bóg umiłował świat, że dał swojego Syna Jednorodzonego, aby każdy kto w Niego wierzy nie zginął, ale miał życie wieczne" (J 3, 16). "Bóg pierwszy nas umiłował" - słyszeliśmy wczoraj w drugim czytaniu w liturgii szóstej niedzieli wielkanocnej. Pierwszy nas umiłował. On posłał Syna na świat i uczynił Go ofiarą przebłagalną za nasze grzechy.
bp Andrzej Czaja