XXVI Niedziela zwykła

Refleksja
Młoda matka spodziewa się trzeciego dziecka. Zarówno mąż jak i teściowa, u których mieszka, domagają się stanowczo, by je usunęła. Pewnej nocy ma sen. Widzi piękne dziecko biegnące do niej z wyciągniętymi rączkami i wołające: "Mamusiu, nie zabijaj mnie". Budzi się, nie może już zasnąć do rana. Wie, ze to nie jest zwykły sen, to wezwanie sumienia. Upływa jednak kilka dni. Idzie do lekarza. Mimo tak wyraźnego upomnienia, ulega presji otoczenia. Taka bezradność boli i zastanawia. Do zaślepionego człowieka nic nie dociera.
Podobnie nic nie docierało w czasie ziemskiego życia do ewangelicznego bogacza, "który ubierał się w purpurę i bisior i dzień w dzień ucztował wystawnie". Natomiast przed pałacem bogacza "leżał żebrak pokryty wrzodami, imieniem Łazarz. Pragnął on nasycić się odpadkami ze stołu bogacza. A także psy przychodziły i lizały jego wrzody". Ta opowieść Jezusa dotyka ważnego problemu: nasze życie doczesne jest konsekwencją naszych ziemskich wyborów. Doskonałe streszczenie tej prawdy zawiera stara łacińska maksyma, która uczy, że "każdy jest kowalem swojego losu".
Warto zastanowić się, na czym polegał grzech bogacza? Nie wystarczy powiedzieć, że był złym człowiekiem, bo Jezus nic o tym nie mówi. Nie wspomina również o tym, że bogacz dręczył fizycznie Łazarza, że mu dokuczał, że z niego kpił, że go obrażał. Nic z tych rzeczy. Bogacz nie dostrzegał Łazarza, bo przed swoimi oczyma miał parawan bogactwa, który uczynił go ślepym, nieczułym i obojętnym na los potrzebującego. Dopiero w otchłani "podniósł oczy, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie". Dopiero tam "podniósł oczy", "ujrzał", ale tym razem "z daleka". I było już na to zdecydowanie za późno.
Dopiero cierpienie przypomniało bogaczowi o pięciu braciach, którzy dalej ucztują i bawią się. Jednak słyszy odpowiedź: "niemożliwe". Nawet gdyby posłać im ducha zmarłego, nic to nie pomoże. I w tym momencie: Abraham mówi: "Mają Mojżesza i Proroków, niechże ich słuchają". Mają po prostu słowo Boże - w Nim jest wszystko zawarte. To w tej sytuacji jedyny i właściwy drogowskaz. Pośmiertny los bogacza i Łazarza nie jest jakąś zemstą czy karą Bożą, lecz naturalną konsekwencją stylu i kierunku życia. Kto inwestował tylko w doczesność i dobra materialne, musi się zadowolić tym, co one oferują, a więc tymczasowością i śmiertelnością. Kto natomiast nie mógł polegać jedynie na sobie i swym stanie posiadania, nauczył się polegać na Bogu i zainwestował w ten sposób w życie wieczne.
Wokół nas jest wielu potrzebujących. Nieraz może nas to przerażać. Ale częściej zobojętnia, zamyka nasze oczy i serce. Dlatego kiedy tłumaczymy się sami przed sobą, że nie jesteśmy w stanie zaradzić potrzebom wszystkich łazarzy, musimy nieustannie zwracać swój wzrok ku Chrystusowi. To On będąc bogatym, dla nas stał się ubogim, aby nas ubogacić swoim ubóstwem. Jezus przypomina nam, że musimy nieustannie otwierać swoje oczy na potrzeby i cierpienia braci oraz rozwijać w sobie dar roztropności. Wszystko po to, by mieć świadomość tego, po co żyjemy i stawać się darem dla innych.
ks. Leszek Smoliński
Złota myśl tygodnia
Nie będziemy naprawdę Katolikami, dopóki nie dostosujemy całego naszego życia do dwóch Przykazań Miłości.
Św. Pier Giorgio Frassati
Patron tygodnia - 1 października
Święty Remigiusz, biskup
Remigiusz urodził się ok. roku 436 w okolicy Laon (Francja) w rodzinie galloromańskiej. Jego matką była św. Cilinia. Pochodził ze znakomitego rodu. Ukończył studia, które były wtedy jeszcze na wysokim poziomie. Mimo braku wieku kanonicznego - miał bowiem dopiero 22 lata - został wybrany i konsekrowany na metropolitę Reims. Nazwa miasta wywodzi się od Remów, plemienia germańskiego. Miasto to zajmowało wtedy jedno z czołowych miejsc wśród miast Galii. Było także stolicą królów frankońskich.
Kiedy na tron frankoński wstąpił Chlodwik (Klodwik) I, Remigiusz złożył mu gratulacje i hołd, czym tak pozyskał sobie pogańskiego władcę, że ten przyjął niebawem z jego rąk chrzest. Ta doniosła uroczystość odbyła się w samo Boże Narodzenie. Data nie jest pewna. Zwykło się podawać lata 496 lub 498, a nawet 506. Dlatego św. Grzegorz Wielki nazwał Chlodwika "nowym Konstantynem Francji". Jest to o tyle prawda, że król ten z gorliwością neofity wprowadził chrześcijaństwo do swojego kraju i narodu. Zostały założone stolice biskupie: w Arras, w Laon, w Theroaunne i w Tournai-Cambrai. W roku 514 odbył się synod, na którym uchwalono status Kościoła we Francji.
Francja słusznie została więc nazwana "pierwszą córą Kościoła Rzymskiego", gdyż wśród narodów i państw germańskich jako pierwsza przyjęła Ewangelię. Kiedy była kolonią rzymską, miała już wyznawców Chrystusa, a nawet męczenników. Jednak jako naród i jako całość przyjęła katolicyzm dopiero za króla Chlodwika. Wielki w tym wkład oraz zasługę ma Remigiusz, który nie szczędził swoich sił, by nie tylko Kościół Chrystusowy do Francji wprowadzić, ale go zorganizować.
Remigiusz pożegnał ziemię dla nieba około roku 530, kiedy miał ponad 90 lat życia i ponad 70 lat pasterzowania. Dzień jego zgonu nie jest znany. Nowe Martyrologium proponuje datę 1 października, która ma za sobą tradycję, sięgającą wieku VI. Ciało św. Remigiusza złożono w katedrze w Reims i tam spoczywa ono do dnia dzisiejszego. Ku czci św. Remigiusza wystawiono we Francji wiele kościołów. Miesiąc październik nazywano na Zachodzie miesiącem św. Remigiusza. O św. Remigiuszu pisali m.in. św. Grzegorz z Tours (+ 594), Fortunat, biskup z Poitiers (+ 600), i Inkmar, arcybiskup z Reims (+ 882). Niestety, są to żywoty średniowieczne, w których więcej jest legend niż danych biograficznych. Pozostały za to do naszych czasów 4 listy Świętego, z których dwa są skierowane do króla Franków, Klodwiga.
Opowiadanie
Na progu
O zmierzchu pewien rolnik usiadł na progu swej skromnej chaty, aby nacieszyć się wieczornym chłodem. Obok jego chaty biegła droga wiodąca do wsi. Przechodzący nią mężczyzna zauważył siedzącego rolnika i pomyślał: "Ten człowiek to przykład leniwca. Nic nie robi, spędza cały dzień siedząc na progu domu...". Trochę później przechodził ktoś inny i pomyślał: "To jakiś podrywacz. Siedzi i patrzy na przechodzące kobiety, i być może zaczepia je i molestuje...". W końcu przechodził jakiś obcy, kierując się do wioski, i pomyślał: "To na pewno pracowity człowiek. Trudził się cały dzień i teraz ma zasłużony odpoczynek".
W rzeczywistości niewiele możemy powiedzieć o rolniku, który siedział na progu swego domu. Inaczej ma się rzecz z trzema przechodniami udającymi się do wioski: pierwszy to próżniak, drugi to podejrzany typ, a trzeci to człowiek pracowity.
Ku Kościołowi synodalnemu - Sześć kroków ku odnowie rodziny i parafii cz. 4.
2. Dobry przykład
Drugi krok brzmi: "dobry przykład". Odniosę się do słów, które zostały zawarte w osiemnastym rozdziale Ewangelii wg św. Mateusza. Może nas nieco zdziwić, że nie usłyszymy w nim o dobrym przykładzie, ale o zgorszeniu. Jezus przestrzega przed zgorszeniem: "kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza. Biada światu z powodu zgorszeń! Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia, lecz biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie" (Mt 18, 6-7). Kochani, zgorszenie, to - mówiąc najogólniej - dawanie złego przykładu. Pan Jezus wyraźnie przestrzega nas przed takim postępowaniem: "Biada światu z powodu zgorszeń". Dziś ten świat daje wiele zgorszenia, wiele jest w nim zła, a my, wyznawcy Chrystusa, niestety, bardzo często mu ulegamy, a czasem także jesteśmy powodem nawet wielkiego zgorszenia. Pan Jezus nas przestrzega. Jego "biada" podpowiada nam, że trzeba czynić zupełnie odwrotnie i zupełnie inaczej - zamiast złego, dawać dobry przykład, świadectwo dobrego życia.
Bardzo znamienne są słowa, jakie św. Paweł zawarł w Liście do Efezjan: Bóg w Chrystusie "wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem" (Ef 1, 4). Pan Bóg nas, wyznawców Chrystusa, wybrał z tego świata, abyśmy dali przykład dobrego życia, czyli Bożego życia. W szóstą Niedzielę Wielkanocną, padły z ust Jezusa słowa zapisane przez św. Jana Ewangelistę: "Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał" (J 15, 16). Chodzi zatem o to, abyśmy żyjąc w tym świecie, wydawali dobre, Boże, owoce. Tego rodzaju dobre owoce, czyli owoce, które Boży Duch rodzi w człowieku - jeśli tylko człowiek z Nim współpracuje - wymienia św. Paweł w Liście do Galatów: "miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność i opanowanie" (Ga 5, 22-23). Wszystkie te owoce i wiele jeszcze innych, wspanialszych cnót, widzimy w życiu Pana Jezusa, Tego, który jest absolutnie wzorcem dla nas wszystkich - człowiekiem doskonałym. Jezus nade wszystko wzywa do tego, abyśmy miłowali Boga i bliźniego. Trudno się dziwić, bo u źródła tych dobrych owoców, pierwszym owocem Bożego Ducha jest w nas nade wszystko miłość. Dlatego, aby jeszcze bardziej zaakcentować, czego przede wszystkim od nas oczekuje - jakiego świadectwa dobrego życia i jakiego dobrego przykładu - Pan Jezus mówi: "Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem" (J 13, 34); "To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali" (J 15, 17). Pan Jezus przestrzega więc przed zgorszeniem, a wzywa - i to bardzo jednoznacznie i dobitnie - do dobrego życia, Bożego życia, które rozwija się zwłaszcza tam, gdzie jest wzajemna miłość.
bp Andrzej Czaja