XXIII Niedziela zwykła

6 września 2026
Refleksja
Amerykański trapista Tomasz Merton wypowiedział kiedyś słynne zdanie: "Nikt nie jest samotną wyspą". W ten sposób wyraził prawdę, że nie tylko żyjemy we wspólnocie, ale jesteśmy też za siebie nawzajem odpowiedzialni.
W pierwszym czytaniu Bóg przypomina prorokowi Ezechielowi, a także i każdemu z nas, że odpowiedzialność w imię miłości bliźniego nie polega na pobłażaniu, ale na napominaniu tych, którzy grzeszą. A jeśli - w imię źle rozumianej tolerancji - pozwolę sobie "przymknąć oko" i udawać, że sprawa mnie nie dotyczy, wtedy ponoszę współodpowiedzialność.
To przypomnienie o naszej odpowiedzialności za innych wynika z faktu, że Bogu bardzo zależy na każdym człowieku, ponieważ każdy został wykupiony z niewoli grzechu drogocenną Krwią Chrystusa. Jako wspólnota Kościoła pielgrzymującego po ziemi mamy przyjąć Bożą miłość. Ona czyni nas odpowiedzialnymi za naszych bliźnich. W tym duchu należy odczytywać obowiązek braterskiego upominania. Celem upomnienia winno być pozyskanie bliźniego nie dla osobistej przyjaźni, ale dla wspólnoty, gdyby grzeszący brat był na drodze do jej opuszczenia. Nie chodzi w nim o wykazanie winy, o ukaranie, ale o odzyskanie brata, o pomoc człowiekowi. Po prostu o miłość. Upominam, bo mi na kimś zależy, czuję się za niego odpowiedzialny
Jakiego napominania uczy nas Pan Jezus? Pokazuje, że bliźnich, którzy grzeszą, trzeba upominać w sposób dyskretny i taktowny. Przekazywana prawda musi iść w parze z miłością, jak to czynił Jezus. Grzech zostaje zdemaskowany i potępiony, ale człowiek, który go popełnia, ma być zrozumiany, przyjęty i ochroniony. To wynika z miłości i odpowiedzialności. Jak więc upominać? Ewangelia mówi, że najpierw w cztery oczy, a gdy nie posłuchają, w obecności świadków. Natomiast w przypadku wyjątkowego uporu i trwania w złu - Jezus każe sprawę uczynić publiczną, aby cała wspólnota, przełożonym Kościoła, mogła upomnieć błądzącego brata. W przypadku nieposłuszeństwa, Kościół ma prawo wykluczyć takiego zatwardziałego grzesznika ze wspólnoty wierzących. Ale pokutującego może znowu dopuścić do udziału w życiu Kościoła.
Jednak najskuteczniejszym sposobem wykazania błędu są czyny, a nie słowa. Chodzi więc nie tyle o napominanie innych, wytykanie ich błędów, co o pokazanie, jak należy postępować. Takie argumenty są dużo bardziej skuteczniejsze, ale wymagają znacznie większego zaangażowania i wysiłku z naszej strony. Jednak, jeżeli chodzi o odzyskanie brata - żadna cena nie jest za wysoka. Bo "miarą miłości jest miłość bez miary".
Bóg chce zbawić każdego człowieka przez unikanie zła i chronienie przed nim współbraci. Mając tę świadomość, zapytajmy siebie, jak my korzystamy z upomnienia braterskiego, jak upominamy i jak przyjmujemy upomnienia? Czy zyskujemy braci przez napominanie, czy też ich tracimy przez uchylanie się od odpowiedzialności za nich? Czy potrafimy ewangelizować braci nie przyjmujących napomnień? Czy modlimy się za nich, aby porzucili drogę wiodącą do "zatwardziałości serca"? Niech Eucharystia - chleb miłości da nam siłę, abyśmy żyli miłością na co dzień, próbując potępiać grzech, ale ocalić człowieka, bo "miłość nie wyrządza zła bliźniemu".
ks. Leszek Smoliński
Złota myśl tygodnia
Prawdziwa miłość jest prawdziwą wolnością: odwodzi od posiadania, odbudowuje relacje, potrafi przyjąć i dowartościować bliźniego, przeobraża w radosny dar każdy trud i uzdalnia do jedności.
Papież Franciszek
Patron tygodnia - 9 września
bł. Aniela Salawa, dziewica
Aniela Salawa urodziła się 9 września 1881 r. w wielodzietnej, ubogiej rodzinie chłopskiej w Sieprawiu pod Krakowem. Jej rodzice byli bardzo pobożni, a matka mimo wielu zajęć i obowiązków nie zaniedbywała wspólnej modlitwy rodzinnej, głośnego czytania książek i czasopism religijnych. Aniela odznaczała się niezwykłą urodą. Ukończyła jedynie dwie klasy szkoły elementarnej, ponieważ musiała pomagać matce przy gospodarstwie. Mimo wątłego zdrowia zawsze była bardzo chętna do pracy.
Jako młoda dziewczyna, jesienią 1897 r. udała się do Krakowa, gdzie podjęła pracę jako służąca. W dwa lata później bardzo przeżyła śmierć swojej dwudziestopięcioletniej siostry. Uświadomiła sobie wówczas, jak bardzo kruche jest życie. Po głębokim namyśle zdecydowała się na złożenie ślubu dozgonnej czystości. W 1900 r. przystąpiła do Stowarzyszenia Sług Katolickich św. Zyty, którego zadaniem było niesienie pomocy służącym. Miała więc okazję, aby bardzo owocnie prowadzić apostolstwo w gronie koleżanek, dla których była przykładem chrześcijańskiego życia. Wywierała bardzo silny wpływ na otoczenie. Dzieliła się pożywieniem i pieniędzmi z biedniejszymi od siebie. Garnęły się do niej zwłaszcza najmłodsze służące, dla których była matką i przyjaciółką. W 1912 r. Aniela Salawa wstąpiła do III zakonu św. Franciszka i złożyła profesję. Zafascynowana duchowością Biedaczyny z Asyżu, okazywała niezwykłą wrażliwość na działanie Ducha Świętego. Modlitwa umacniała ją w cierpliwym dźwiganiu codziennego krzyża. Wszelkie urazy i poniżenia składała w ofierze Bogu za grzeszników. Umiała przebaczać i odpłacać dobrem za zło.
W czasie I wojny światowej - mimo że bardzo pogorszył się jej stan zdrowia, nasiliły się dolegliwości płuc i żołądka - pomagała w krakowskich szpitalach, niosąc pomoc i wsparcie rannym żołnierzom. Opiekowała się także jeńcami wojennymi. W 1916 r. podupadła jednak na zdrowiu tak, że konieczna stała się hospitalizacja. Po wypisaniu ze szpitala nie mogła już podjąć pracy zarobkowej. Ostatnie pięć lat życia spędziła w nędzy, z pogodą ducha dźwigając krzyż choroby. Swoje cierpienia ufnie ofiarowała Chrystusowi jako wynagrodzenie za grzechy świata. W tym czasie wiele też modliła się, czytała, rozmyślała. Obdarzona została przeżyciami mistycznymi.
Zmarła na gruźlicę 12 marca 1922 r. w krakowskim szpitalu św. Zyty. Umierała samotnie, opuszczona przez wszystkich, wśród straszliwych cierpień, ale w głębokim zjednoczeniu z Chrystusem jako tercjarka franciszkańska. Beatyfikowana została 13 sierpnia 1991 r. przez św. Jana Pawła II na krakowskim Rynku.
Opowiadanie
Kochać
XXIII Niedziela zwykła
Nigdy nie czekaj jutra, by powiedzieć komuś, że go kochasz. Uczyń to dzisiaj. Nie myśl:
•   Moja mama, moje dzieci, moja żona lub mąż doskonale o tym wiedzą. Być może. Ale czy nie byłoby ci przyjemnie, słuchając tych słów skierowanych do ciebie?
Nie patrz na zegarek, chwyć za telefon:
•   To ja, chcę ci powiedzieć, że bardzo cię kocham.
Uściśnij dłoń bliskiej osoby i powiedz:
•   Potrzebuję ciebie. Kocham cię, bardzo cię kocham!
Miłość to życie. Istnieje kraina umarłych i kraina żywych. Tym, co je różni, jest miłość.
Kazanie Karola Kardynała Wojtyły Metropolity Krakowskiego podczas uroczystości pogrzebowych Biskupa Franciszka Jopa w dniu eksportacji 28 września 1976 roku w katedrze opolskiej - cz. 3
2. Człowiek przygarnięty do Serca Bożego
Czyż Był ubogi, był prosty, był cichy. Taki był na pewno w Krakowie, taki był na pewno przedtem w Sandomierzu, taki pozostał w Opolu, takiego znaliśmy Go z Konferencji Episkopatu, w czasie których zabierał głos, podobnie jak inni Biskupi. A Jego wypowiedzi miały zawsze szczególne znamię, znamię całej Jego osobowości - tej właśnie ciszy wewnętrznej, tej prostoty, tego duchowego ubóstwa, które wszędzie mówiło o głębokim obcowaniu z żywym Bogiem.
Ten człowiek "przygarnięty do Serca Bożego" umiał przygarniać innych, i znowu widzieliśmy to z bliska, i przeżywaliśmy. Zresztą stosując się do charyzmatu
ludzkiego ducha, do charyzmatu biskupiego serca, Chrystus, Dobry Pasterz powierza takie zadania.
3. Okres krakowski
Kiedy przyszedł do Krakowa jako wikariusz kapitulny, w okresie niezwykle ciężkim, kiedy po raz pierwszy pokazał się wśród kapłanów, nieznany przed tym prawie nikomu, w czasie adoracji czwartkowej, odczuliśmy - a potem się to stale sprawdzało, że w tych ciężkich chwilach, w tym wielkim doświadczeniu Stanisławowego Kościoła, posyła nam Bóg, posyła nam Chrystus człowieka "przygarniętego do Bożego Serca", który potrafi innych przygarniać. A właśnie wtedy, w tym okresie osierocenia Archidiecezji, bolesnych doświadczeń, w tym okresie szczególnie potrzebny był taki człowiek, który umiał przygarnąć całym sobą, całym swoim sposobem bycia, całym swoim biskupim, pasterskim postępowaniem. Łączyło się to z ogromną gorliwością i nadludzką prawie pracowitością. W ogromnej ilości parafii Archidiecezji Krakowskiej znajdują się do dzisiaj protokoły wizytacyjne, pisane przez Niego własnoręcznie. A pisane z ogromną skrupulatnością, oddające wiernie stan duchowy i materialny każdej parafii. Te protokoły kapłani Archidiecezji naszej pokazują sobie zawsze, bo widzą w nich także ślad człowieka, ślad Biskupa i Pasterza, którego dał im Bóg w okresie wielkiej próby.
Kard. Karol Wojtyła (1976r.)