XI Niedziela zwykła
14 czerwca 2026
Refleksja
Jezusowi wystarczyło spojrzeć na otaczających Go ludzi, aby zobaczyć, że "...byli znękani i porzuceni, jak owce bez pasterza". "Znękani" można też tłumaczyć jako zszarpani, wyczerpani pracą, ustający w drodze. "Porzuceni", czyli samotni, odrzuceni, wygnani, wyrzuceni poza burtę, pozbawieni ojczyzny.
Diagnoza Jezusa jest wciąż aktualna. Czyż wielu z nas nie doświadcza wyczerpania? O wiele groźniejsze od fizycznego zmęczenia jest wypalenie duchowe, uleganie znużeniu, zniechęceniu, melancholii. Ojcowie pustyni nazywali taki stan "demonem południa" lub acedią. Ewagriusz z Pontu opisuje aż dziewięć stopni pogrążania się człowieka w niechęci do życia i do wszelkiego wysiłku. Towarzyszy temu poczucie utraty sensu, kwestionowanie życiowej drogi, skrajnie - rozpacz. Acedia atakuje często w połowie życia, kiedy pojawiają się pierwsze wyraźne sygnały przemijania. A samotność? Iluż dziś ludzi porzuconych? Małżonków, dzieci, rodziców, chorych...? Nie chcemy być samotni, ale nie chcemy też budować trwałych związków. Uczyniliśmy bożka z wolności. Dlatego jesteśmy samotni w rodzinach, wspólnotach, parafiach, na probostwach. Zachodnia cywilizacja staje się coraz bardziej kulturą bez pasterzy. Mamy rzesze urzędników, polityków dbających o swój wizerunek, telewizyjnych błaznów, rodziców "zabezpieczonych" przed dzieckiem, zblazowanych duchownych... Robotników-pasterzy mało, bo wydaje się nam, albo udajemy, że ich nie potrzebujemy.
Ciekawe jest to, że pierwszym zadaniem apostołów jest wypędzanie nieczystych duchów. Jest tak dlatego, że tam, gdzie panuje zmęczenie i samotność, złe duchy łatwo dobierają się do człowieka. Słyszymy czasami o ludziach, którzy w szale strzelają do innych, a potem sami popełniają samobójstwo. To działanie Złego. To symptomy nie tylko chorej psychiki, ale przede wszystkim chorej duszy. Ewagriusz z Pontu pisał, że trwanie w acedii prowadzi do pogrążania się w zmysłowości, pijaństwie, a w skrajnych przypadkach do napadów szału, agresji i samobójstwa. Potrzebujemy kogoś, kto wyrwie nas z odrętwienia, kto przywróci sens, a zarazem da poczucie bliskości i bezpieczeństwa.
"Proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo". Słowo "wyprawił" jest tłumaczeniem eufemistycznym, w oryginale jest "wypędził". To ten sam czasownik, którym Jezus posługuje się, gdy mówi o "wypędzeniu" złych duchów. Ktokolwiek próbował być pasterzem, wie, że to ciężka, wyczerpująca robota. Każdego pasterza dopadnie owco-wstręt lub pokusa wygodniejszego urządzenia się w tej robocie. To moment, w którym może zaatakować demon południa. Wtedy niezbędne są dwa "wypędzenia": wypędzenie złego ducha z serca i wypędzenie robotnika na żniwo, do świata, do innych, do roboty.
ks. Tomasz Jaklewicz
Złota myśl tygodnia
Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa jest niejako wspaniałym dopowiedzeniem do Eucharystii i dlatego Kościół, wiedziony głęboką intuicją wiary, obchodzi to święto Serca Bożego nazajutrz po zakończeniu oktawy Bożego Ciała.
św. Jan Paweł II
Patron tygodnia - 15 czerwca
św. Wit, męczennik
Wit pochodził z Sycylii. Urodził się w bogatej rodzinie pogańskiej. Jako dziecko uwierzył w Chrystusa dzięki swojej mamce Krescencji i jej mężowi Modestowi, który był służącym w domu Wita (inni hagiografowie twierdzą, że Modest był jego guwernerem). Kiedy ojciec chłopca dowiedział się, że syn jest chrześcijaninem, z troski o niego usiłował wymóc na Wicie wyparcie się wiary. Kiedy nie udało mu się, usiłował syna zabić. Jednak opiekunowie pomogli mu uciec i ukryli na południu Włoch. Chłopiec miał wtedy kilka lat. Wraz z opiekunami został schwytany i przywieziony do Rzymu. Wit został umęczony razem z Modestem i Krescencją w roku 303 podczas prześladowań za panowania Dioklecjana. Według Martyrologium Rzymskiego, cała trójka miała zostać zanurzona w kotle z wrzącym ołowiem, po czym rzucono ich dzikim zwierzętom i rozciągano na katowni. Zachowały się wczesne, choć pośrednie informacje o św. Wicie oraz liczne i stare dowody kultu. Czczony był jako jeden z Czternastu Wspomożycieli.
Znane są liczne sanktuaria św. Wita w Europie, m.in.: katedra w Pradze (gdzie przechowywane są relikwie ręki Świętego), San Denis, Corbei. Od średniowiecza uważany za patrona Pomeranii, Saksonii, Sycylii, Śląska; aptekarzy, aktorów, artystów, górników, karczmarzy, kotlarzy, tancerzy, warzelników. Przyzywany podczas epilepsji (stąd tzw. choroba św. Wita), chorób oczu, histerii, chorób nerwowych, przez niewidomych, głuchoniemych i ukąszonych przez węży. Wzywany jest jako obrońca wcześnie wstających i protektor przed zaspaniem.
Opowiadanie
Powiedz to pierwszy
On był mężczyzną potężnym, o donośnym głosie i szorstkim sposobie bycie. Zaś ona - kobieta łagodną i delikatną. Pobrali się. On dbał, by niczego jej nie brakowało, a ona zajmowała się domem i dziećmi. Później dzieci dorosły, pozakładały własne rodziny i odeszły. Historia, jakich wiele.
Lecz kiedy wszystkie dzieci były już urządzone, kobieta straciła swój zwykły uśmiech, stawała się coraz bardziej wątła i blada. Nie mogła już jeść i w krótkim czasie przestała podnosić się z łóżka.
Zmartwiony mąż umieścił ją w szpitalu.
Lecz chociaż u jej wezgłowia zbierali się najlepsi lekarze i specjaliści, żadnemu z nich nie udało się określić, na co zachorowała kobieta. Potrząsali tylko głowami.
Ostatni lekarz poprosił na stronę męża i rzekł:
• Ośmieliłbym się powiedzieć, że po prostu... pańska żona nie chce już dłużej żyć...
Mężczyzna w milczeniu usiadł przy łóżku żony i ujął ją za rękę. Była to mała, drobna rączka, która zupełnie ginęła w potężnej dłoni mężczyzny. Potem rzekł zdecydowanie swym donośnym głosem:
• Ty nie umrzesz!
• Dlaczego? - zapytała kobieta lekko wzdychając.
• Ponieważ ja cię potrzebuję!
• To dlaczego wcześniej mi o tym nie powiedziałeś?
Od tej chwili stan zdrowia kobiety zaczął się szybko poprawiać. Dzisiaj czuję się doskonale. A lekarze i znani specjaliści nadal zadają sobie pytanie, jaka choroba ją dotknęła i cóż za wspaniałe lekarstwo uzdrowiło ją w tak krótkim czasie.
Elementarz chrześcijańskiej formacji. Uczniowie-misjonarze - cz. 7
W Relatio finalis XVI Zwyczajnego Zgromadzenia Ogólnego Synodu Biskupów "Ku Kościołowi synodalnemu - komunia, uczestnictwo, misja" mowa jest o formacji do synodalnego życia i funkcjonowania "Ludu uczniów misyjnych". Zagadnieniu formacji poświęcono w nim całą część V, pt.: Tak i Ja was posyłam. Formacja ludu uczniów-misjonarzy. Za podstawowe w tym dziele uznaje się naśladowanie Chrystusa, kontemplowanie Go w modlitwie i dostrzeganie w ubogich. Podkreśla się, że choć formacja uczniów-misjonarzy rozpoczyna się od inicjacji chrześcijańskiej i w niej jest zakorzeniona, "bycie uczniami-misjonarzami Pana nie jest celem osiągniętym raz na zawsze. Oznacza ciągłe nawracanie się, wzrastanie w miłości do «miary wielkości według Pełni Chrystusa» (Ef 4,13) i otwartość na dary Ducha Świętego potrzebne do żywego i radosnego świadectwa wiary". Dlatego potrzeba formacji integralnej, ciągłej, ale też wspólnotowej, ponieważ "jej celem nie jest jedynie przyswajanie wiedzy teoretycznej, lecz rozwijanie umiejętności otwartości i spotkania, dzielenia się i współpracy, wspólnej refleksji i rozeznawania oraz teologicznego odczytywania konkretnych doświadczeń" (Relatio finalis, nr 143). Potrzeba też odpowiednich i kompetentnych formatorów, którzy swoim życiem potwierdzają to, co przekazują słowami. Tylko wówczas formacja może być twórcza i przemieniająca. Może się dokonywać w różnych środowiskach, którymi dysponuje Kościół, w czym istotną rolę mogą pełnić katechiści.
Bardzo ważne słowa zapisano w 147. numerze Relatio finalis: "Wspólna formacja synodalna wszystkich ochrzczonych stanowi horyzont, w którym pojmuje się i praktykuje specyficzną formację konieczną dla poszczególnych posług i różnych form życia. Aby tak się stało, formacja ta musi być realizowana jako wymiana darów pomiędzy różnymi powołaniami (komunia), w perspektywie służby do wypełnienia (misja) oraz w stylu zaangażowania i wychowania do zróżnicowanej współodpowiedzialności (uczestnictwo). Ten postulat, który wyłonił się z mocą podczas procesu synodalnego, często wiąże się z koniecznością trudnej zmiany mentalności i z odnowionym podejściem do środowisk i procesów formacyjnych. Przede wszystkim jednak zakłada gotowość wewnętrzną do ubogacenia się przez spotkanie z braćmi i siostrami w wierze, co wymaga przezwyciężenia uprzedzeń i stronniczych poglądów".
bp Andrzej Czaja